5 fit-mitów, w które kiedyś wierzyłam.

Każda kobieta dochodzi pewnego dnia do wniosku, że czas zgubić parę kilo 🙂 My kobiety tak już mamy, że zawsze znajdziemy jakiś nadprogramowy wałeczek na brzuchu. Dobrze, kiedy wiesz na czym polega utrata kilogramów w sposób zdrowy. Gorzej gdy posiłkując się poradami wujka Google wyszukujesz kolejne diety – cud i przewspaniałe porady, które nie dość, że nie pomogą ( a przynajmniej nie trwale ), to jeszcze mogą spowodować pogorszenie zdrowia, a już na pewno samopoczucia, bo jak człowiek głodny to człowiek raczej zły. Jest kilka złotych rad, w które niegdyś wierzyłam, stosowałam i czekałam z niecierpliwością na mniejszy rozmiar spodni. Dziś wystrzegam się ich jak ognia, bo wiem, że najważniejsze to nie stracić głowy, nie wpaść w skrajność, nie odbierać sobie radości z luźnego podejścia do sportu, diety, odchudzania.

#1 Im więcej treningów tym lepiej.
Ano nie do końca. Oczywiście nikt Ci nie zabroni ćwiczyć każdego dnia, ale organizm potrzebuje także czasu na regenerację. Prędzej czy później Twoje ciało upomni się o odpoczynek. Kiedyś, żyjąc w przekonaniu, że najlepiej robić trening w każdej wolnej chwili, potrafiłam spędzać na siłowni czas codziennie. Jednak na dłuższą metę czułam, że to mnie bardziej wykańcza niż daje mi pożądane efekty. Byłam przemęczona, obolała i już nawet nie ćwiczyłam z własnych chęci, ale „z mechanizmu” – to po prostu był stały element dnia. Słuchaj swojego organizmu. Jak zrobisz 2-3 treningi w tygodniu, ale będzie to regularne, też zobaczysz efekty. Ja obecnie robię właśnie tyle sesji treningowych, ale zdarza mi się, że przez cały tydzień nie zrobię nic. I nie katuję się psychicznie z tego powodu, bo przecież nie o to chodzi, żeby dokładać sobie stresu i frustracji.
Bycie fit, to pojęcie bardzo elastyczne i wcale nie narzuca Ci sztywnych ram. Nikt nic Ci nie każe, nic nie musisz 🙂

#2 Musisz wykluczyć połowę produktów ze swojego menu.
No i kolejna ściema. Dlaczego ? A no dlatego, że wszystko jest dla ludzi, ale w rozsądnych ilościach. Nie wyobrażam sobie iść na imprezę, czy na niedzielny obiad i nie zjeść kawałka ciasta czy lodów – „bo ja wykluczam węglowodany”. Jeżeli najpierw wszystko wyrzucisz z jadłospisu, owszem schudniesz. Ale potem jeżeli nieumiejętnie wprowadzisz „normalne” posiłki do diety, stracone kilogramy wrócą i to z naddatkiem. Poza tym być fit, to nie „być wciąż na diecie”. Nie musisz rezygnować z pieczywa, dobrego ciacha czy czegokolwiek innego. Po prostu zachowaj umiar.

#3 Białko nade wszystko.
Przed treningiem, w trakcie i po. No i koniecznie jeszcze kolacja białkowa, bo wtedy to już jak nic musisz schudnąć. Tak właśnie jakiś czas temu myślałam. Węglowodany uważałam za największe zło, a białko pochłaniałam w ilościach ponad przeciętnych. Aż dotarło do mnie, że tak duża ilość białka może być dla organizmu wręcz toksyczna. Owszem, posiłki białkowe są sycące, jednak co za dużo to nie zdrowo !

#4 Ostatni posiłek do godziny 18.00.
Ten mit trzymał się mnie wyjątkowo długo. Kolacja o 17.30 najpóźniej, potem co najwyżej gorzka herbata. Tymczasem godziny spożywania posiłków muszą być dostosowane do Twojego stylu życia. Jeżeli kładziesz się spać przed 24.00, a kolację zjesz tak wcześnie, narażasz się na niepotrzebne kilka godzin głodówki. Wiedz, że Twój organizm jest sprytny i jeżeli nauczysz go, że przez tak długi czas nie otrzyma pożywienia, zacznie magazynować czego efektem będzie brak wymarzonej utraty kilogramów. Ostatni posiłek powinien być zjedzony na 2-3 godziny przed snem, to zdecydowanie wystarczy.

#5 Głodówka odchudza.
No dobrze. Jak się trochę przegłodzisz, to może i schudniesz. Tylko, że po pierwsze to co z Ciebie „zeszło” to woda, a nie tłuszczyk, po drugie spowalniasz w ten sposób metabolizm, więc koniec końców i tak nabierzesz co zgubiłaś, po trzecie z tego co pamiętam , to podczas takich głodówek zawsze najbardziej w moim przypadku dostawały włosy, skóra, paznokcie. Wyglądały niezdrowo, nieładnie. Miałam też potem spore braki w witaminach, kiepskie wyniki badań krwi, bo jak nie dostarczasz sobie składników odżywczych, to nie tylko ograniczasz kalorie, ale pozbawiasz się ważnych elementów, bez których nie funkcjonujesz prawidłowo.

Niestety pomimo tak wielu uświadamiających społeczeństwo Fitnessek, w dalszym ciągu niejedna kobieta daje się złapać w pułapkę i takim właśnie mitom ufa, licząc na możliwie najszybsze efekty, niekoniecznie myśląc o swoim zdrowiu. A prawda jest taka, że zdrowe podejście do fit zasad trzeba mieć. Nie daj sobie wcisnąć kitu, że są jakieś diety cud, że są „magiczne” tabletki, które spalą za Ciebie tłuszcz. Nie chudnij za wszelką cenę. Czasami jak za bardzo spinasz się na to całe odchudzanie, zaczynasz sama siebie wpędzać w jakąś psychozę. Pytanie tylko po co ? Co się zmieni jak będziesz miała 2 cm mniej w obwodzie? Będziesz lepszym człowiekiem? Będziesz szczęśliwsza? Wiesz, tak długo jak moim celem każdego dnia było odchudzanie, tak długo samej siebie nie doceniałam i nie akceptowałam w pełni. A jak stwierdziłam, że kilogram w tę czy w drugą nie zmieni szalenie mojego życia i nie sprawi, że będę lepsza czy gorsza, stało się niemożliwe i zaakceptowałam swój wygląd, bo przecież był w porządku. Mitów i dobrych rad na utratę wagi są tysiące. Nie daj się omamić. Masz rozum, znasz swój organizm. Podejmuj decyzje świadomie i miej frajdę z tego swojego bycia fit. Bo całe to fitnessowe szaleństwo powstało by dawać radość i zdrowie, a nie unieszczęśliwiać 🙂

Start typing and press Enter to search