5 wkurzających tekstów, które słyszą fit dziewczyny

Mówi się, że w dzisiejszych czasach ludzie są coraz bardziej świadomi swojego życia, swojego ciała. Podobno każdy może żyć jak chce, może mówić i robić co uważa za słuszne. Czasem jednak odnoszę wrażenie, że ludzie z jakiegoś powodu lubią wcielać się w rolę Cioci/Wujka Dobrej Rady tym samym kierując się zasadą „nie znam się, to się wypowiem” i innymi takimi kwestiami..

Jak już pisałam wiele razy na blogu sport i zdrowa racjonalna dieta (co można ująć w modnym wyrażeniu „bycie fit”) to po prostu integralna część mojego życia. Nie robię tego ‚na chwilę’, nie robię formy na lato, nie ‚odchudzam się’ bo mi gdzieś jakiś boczek wychodzi. Po prostu żyję tak jak chcę żyć i traktuję swoje ciało z szacunkiem, dbając o nie i pielęgnując. Z tym tak jak ze wszystkim- nie zawsze jest łatwo ale wiem, że chcę więc nie poddaję się i tyle.

Nie brakuje jednak wspomnianych wcześniej „kibiców” – na pewno jeżeli masz do życia podobne podejście jak ja (przynajmniej w kwestii sportu i odżywiania) spotkałaś na swojej drodze taką osobę. Oto kilka pytań, które na bank zwalają Cię z nóg lub powodują zakłopotanie.. no bo ile razy można uświadamiać ? 😃

Tekst 1. Po co ćwiczysz/trzymasz dietę? Przecież jesteś szczupła.
Kocham to pytanie! Po pierwsze, czy naprawdę żeby uprawiać sport albo mieć społeczne pozwolenie na zjedzenie sałatki, trzeba „schodzić z łóżka z dwóch stron”? Ja naprawdę podziwiam osoby, które otyłość popchnęła w stronę sportu i diety, bo to cudowne, że w sobie siłę by zawalczyć o swoje zdrowie/wygląd. Ale czy nadprogramowe kilogramy to jedyny powód dla którego mogę nie jeść słodyczy codziennie, ćwiczyć kiedy mam ochotę czy zjeść lekki lunch zamiast schabowego w podwójnej panierce?
Musimy mieć świadomość tego, że sport i zdrowa miska to nie tylko złoty środek na nadwagę ale też sposób na świetne samopoczucie, zdrowo wyglądająca skóra, wzmocnienie odporności i ogólna dobra kondycja. Nie chciałabym musieć pokonywać schodów do domu z dwoma przystankami po drodze. Poza tym – takie życie można też po prostu lubić. Prawda?

Tekst 2. Raz nie zawsze!
Tak wiem. Już dawno wyzbyłam się podejścia, że jak zjem kawałek pizzy na obiad to zaraz będę miała +10 kg na wadze. Po pierwsze się nie ważę, po drugie wiem że życie jest za krótkie na takie katowanie się wiecznymi zakazami.
Jednak kiedy jest godzina 22.00, a ja nie mam ochoty przed snem na kebaba to namawianie mnie argumentami, że przecież od jednego nie przytyję jest irytujące. Po pierwsze tu nie o odchudzanie chodzi tylko o fakt, że jak na co dzień nie jesz za ciężko, to taka porcja „kebsa” na noc po prostu spowoduje, że będziesz czuć się źle. Druga sprawa, że po prostu możesz nie mieć ochoty na takie jedzenie na noc. Nie każda decyzja „spożywcza” podyktowana jest stylem życia. Uwierz mi – uwielbiam pizzę, dobre burgery i inne takie, ale odkąd patrzę na to co wkładam na talerz liczy się dla mnie jakość i fakt czy mam ochotę na jakieś danie czy nie.
Z drugiej strony nawet jeżeli ktoś nie je fast foodów na noc ze względu na odchudzanie to należy go w tym wesprzeć, a nie takimi tekstami sprawiać, że czuje się jak wyrzutek społeczny – bo wszyscy jedzą, a ja nie mogę.

Tekst 3. Jak chcesz spalić kalorie to powinnaś ćwiczyć /tu dowolna dyscyplina sportowa, a nawet dwie/
Taaaak! Po pierwsze nie znam sportu, który by NIE spalał kalorii (chyba, że szachy). To co spowoduje akurat u Ciebie to magiczne „chudnięcie” może być zależne od wielu czynników. Mogę powiedzieć Ci co poskutkowało u mnie – nie mogę zapewnić, że u Ciebie zadziała w ten sposób, a jedynie zachęcić, bo może akurat – jesteśmy przecież różni, dlatego Ty tez mi nie wciskaj, że znasz złoty środek na moje odchudzanie. Pewne jest jedynie to, że dbając o dietę i uprawiając (jakikolwiek) sport łatwiej utrzymać taką sylwetkę jak chcemy.

Tekst 4. Po co Ty się tak męczysz, przecież to aż niezdrowe.
Hmm.. nigdy nawet przy największych kryzysach treningowych nie czułam żebym jakoś szczególnie robiła sobie krzywdę. Nigdy też nie ćwiczyłam wiedząc, że jestem osłabiona, przetrenowana itd. Co więcej uważam, że nic nie robiąc wiesz mniej o możliwościach swojego organizmu niż trenując 4 razy w tygodniu. Ja obecnie trenuję 5-6 razy w tygodniu i czuję się cudownie. Wszystko zależy od Ciebie. Jak słuchasz swojego organizmu to nie przesadzisz. I nie – nie katujesz się..

Tekst 5. Co jak co, ale genów nie oszukasz.
Może kiedyś jakbym to usłyszała to zareagowałabym płaczem i zrezygnowaniem. Dzisiaj wiem, że z całym szacunkiem ale bullshit! I ja sama jestem dla siebie dowodem na to. W genach to Ty możesz mieć ewentualnie tendencję do czegoś, a nie wyrok. Nie traktuj swojego ciała jak coś odrębnego od Ciebie na co nie masz żadnego wpływu. Przecież go masz! Pytanie czy w to uwierzysz i ruszysz tyłek z kanapy, czy pozwolisz by jakiś „guru fitnessu” wcisnął Ci kit i przesądził, że Twoim losem jest już tylko leżenie na kanapie i czekanie na to „co Ty tam jeszcze masz w genach”.

 

Jeżeli też trafiasz czasem na takie „januszowe” porady – jedynym wyjściem jest się na nie uodpornić, bo niestety często – tłumaczyć możesz, a i tak nic nie dotrze. Na szczęście coraz mniej takiej nieświadomości, ale i tak znajdzie się na Twojej drodze ktoś kto naczytał się w czeluściach Internetu jakichś mądrości i będzie nimi chciał zabłysnąć. Nie daj się, miej swoje zdanie, rób to co kochasz i daj sobą kierować !

Buziaki<3 i niech moc będzie z Wami!

  • Pingback: Kiedy Twój fitness staje się obsesją. - Nicelady.pl()

  • Jak już wiesz, nie zgadzam się z punktem 5. Tzn. inaczej – zgadzam się z tym, ze zniechęcanie w takiej formie do wysiłku i demotywowanie jest działaniem z… (wiemy kąd). Niemniej coś w tej genetyce jest i do pewnego stopnia to jednak wyrok jest. Co wcale nie zmienia faktu, że nie można trochę o ów wygląd zawalczyć, o korzyściach zdrowotno-samopoczuciowych już nie wspominając.

    • @igormroz:disqus wiem ale mi właśnie o takie demotywowanie chodzi. Podziwiam osoby, które mimo „genów” starają się i ruszają tyłek z kanapy. Nie każdy będzie miał figurę jak modelka VS i uważam, że ludzi trzeba w motywacji utwierdzać, a nie podcinać im skrzydła 🙂 To trochę tak jak z tym mieszkaniem o którym wspominałeś – niektóre subiektywne spostrzeżenia warto zachować dla siebie, prawda?

Start typing and press Enter to search