Bądź pewna siebie – to jest #top !

Przeczytałam już w życiu tyle nagłówków krzyczących: odzyskaj pewność siebie, powinnaś chodzić z wypiętą piersią i głową podniesioną wysoko itp., że otwierając jakiś kobiecy magazyn mam wrażenie, że zaraz uderzy mnie zdjęcie jakiejś piękności wymiarów 90x60x90, a pod nim instrukcja do tego jak przez podniesienie samooceny i zmienianie swojego wyglądu stanę się po prostu najszczęśliwsza na świecie.

Znajduję tam takie trafne porady jak: „dbaj o swoje ciało”, „doceniaj swoje osiągnięcia”, „wprowadź sport do swojego życia”, „nie porównuj się do innych” czy „otaczaj się pozytywnymi ludźmi, którzy dostrzegają w Tobie to co piękne, a nie bezsensownie krytykują”. Wszystko to nie jest oczywiście błędne. Jestem pewna, że stosując te wszystkie porady, poczujesz się lepiej. Tylko czy to sprawi, że już zawsze będziesz pewna siebie, nigdy nie zwątpisz w swoje możliwości i nie poczujesz się ze sobą źle? TY? Kobieta, na której emocje tak często wpływają hormony, która co jakiś czas przeżywa uciążliwy PMS i prawdopodobnie zajada go czekoladą i przegryza pizzą, a potem ćwiczy „bo przecież nie może przytyć”?
Te wszystkie wskazówki mogą pomóc Ci podnieść samoocenę, ale prawdziwym sukcesem jest utrzymanie jej tak wysoko na stałe.

Myślę, że pewność siebie to nie coś co możemy od tak jednym domowym spa, czy nową bluzką odzyskać. Poprawić humor – owszem – ale tylko tyle. Pewność siebie wychodzi z wnętrza. Jest czymś nad czym się pracuje i po jakimś czasie widzi się, że pomimo kiepskiego dnia – wiem, że sobie poradzę i przetrwam to – bo jestem sobą i tyle.

Pewność siebie w szerokim pojęciu to coś co u kobiet jest zmienne (i myślę, że u mężczyzn także). Jednego dnia emanujemy nią na kilometr, następnego płaczemy bo nam uleciała. Tak bywa. Jesteśmy stworzeniami chwiejnymi. To także sprawia, że jesteśmy wyjątkowe i delikatne.

Wiesz, to przekonanie o swojej wartości nie wynika tak naprawdę ze spełnienia warunków narzuconych przez społeczeństwo. Nie wynika z naśladowania stereotypów, ale jest konsekwentnym dążeniem do zaakceptowania siebie w aktualnej postaci. Uwierz mi, znam kobiety w rozmiarach idealnych, którym w życiu niczego nie brakowało – a są zlepkiem kompleksów i nie radzą sobie z tym kompletnie. Znam też atrakcyjne XL, które gdy wchodzą do pomieszczenia zwracają uwagę wszystkich ponieważ emanuje od nich dobra energia, idą odważnie nie spuszczając wzroku, z wypiętą piersią. Lubią siebie, więc czują się pewnie.

Dlaczego twierdzę, że to proces? Po pierwsze sama to przechodziłam i moja droga od szarej myszki do dzisiejszej mnie trwała naprawdę długo. Przyznaję, że w moim przypadku wiele zmienił mój partner, który zachęcał mnie nieustannie do podejmowania nowych kroków czy wyzwań, do ciekawości świata i do działania by tę ciekawość podsycać i zaspokajać -pokazał mi po prostu, że jeśli chcę to mogę, ponieważ niczego mi nie brakuje – ale nie martw się, te wszystkie wskazówki rodem z „Women’s health” też stosowałam. W końcu znalazłam sposób i pomysł na siebie, a X spotęgował to i utwierdził mnie w przekonaniu, że taka jaka jestem, jestem najlepsza. Po drugie, chyba każda kobieta jaką w życiu poznałam przez to przechodziła. Wiele osób opowiadało mi o tym z jakich kompleksów leczyły się ucząc się każdego dnia doceniać swoją unikatowość. U wielu to poczucie własnej wartości przyszło z wiekiem. Przeżyły czas gdy wpływ na ich kształtowanie samoświadomości miały nagłówki kolorowych magazynów i zdjęcia z ich okładek – zaczęły wsłuchiwać się w siebie i tam szukać piękna, ideału. Zaakceptowały to, że ludzie miewają defekty, wady, niedoskonałości.

Tyle. Recepta choć niełatwa to prosta. Jeżeli dziś miewasz chwiejności swojej samooceny i dni kiedy nie możesz patrzeć w lustro, a Twoje działania wydają Ci się beznadziejne – nie trać nadziei. Wszystko możesz osiągnąć i wypracować w sobie. To wymaga czasu i ciągłej pracy, ale można.

O wiele lepiej wstaje się rano ze świadomością, że czujesz się sama ze sobą jak milion dolców 😃 Spróbujesz?

Start typing and press Enter to search