Kolejna relacja z linii frontu – kilka wskazówek jak przetrwać.

Tak jak już kiedyś pisałam, z moim ćwiczeniem i zdrowym jedzeniem bywa różnie. Naprawdę staram się każdego dnia być coraz lepsza, ale jestem tylko człowiekiem, na dodatek kobietą –wiele zależy od dnia. Nie jestem ani trenerką, ani jakimś super motywatorem, ale wiem z czym zmaga się przeciętna dziewczyna. Dlaczego ? Sama się z tym borykam. Mam uda z genetyczną tendencją do obrastania w tkankę tłuszczową oraz cellulit. I jestem dumna z tego co dotychczas osiągnęłam. Z tego, że naprawdę widzę swój postęp. Wiem, że Ty także możesz do tego dojść. Możesz uczyć się na tym co ja już przerobiłam 🙂
1. Nie licz na dietę cud, ale także nie pozwól sobie wmówić, że jak chcesz ładnie i zdrowo wyglądać, musisz ciągle jeść sałatki, używać tylko oleju jakiegoś tam, albo mąki tylko jakiejś tam. Po prostu używaj głowy. Przygotuj posiłki samodzielnie, unikaj smażenia, odstaw słodycze i słodkie napoje, ale nie świruj, daj sobie czasem odetchnąć! Ja na przykład, raz na jakiś czas, lubię zamiast zdrowego pełnoziarnistego pieczywa, zjeść białe zwykłe bułki, takie jakie jadało się za dzieciaka. Mam takie dni, kiedy nie zadowoli mnie ciastko zbożowe, tylko pyszne czekoladowe lody, a zamiast pieczonego fileta z sałatą, lubię zjeść pizzę, czy burgera. To jest normalne. Zachowaj umiar, ale nie wariuj na punkcie jedzenia i odchudzania. Naprawdę, to niezdrowe i niebezpieczne, zwłaszcza dla Twojej psychiki. Bardzo łatwo jest przegiąć w tę zdrową stronę za bardzo. Pozwól sobie na bycie normalnym człowiekiem.

 

2. Jeżeli zależy Ci tak jak mi na spaleniu tkanki tłuszczowej, pozbycie się cellulitu, wybieraj treningi interwałowe, albo bieganie. Mnie to właśnie pomogło, poza tym, znalazłam świetne filmiki z treningami interwałowymi, tabatą. Połączyłam te filmiki tak, aby trening trwał nie mniej niż pół godziny. Do tego dodawałam rozciąganie. Interwały mają to do siebie, że zmienna intensywność ćwiczeń powoduje spalanie tłuszczyku jeszcze długo po treningu. Poza tym o wiele łatwiej jest mi znaleźć pół godziny po pracy na poskakanie w domu, niż na wyjście na siłownię, które wymagałoby ode nie więcej czasu. .. no cóż, może kiedyś do tego wrócę, ale to nie ta chwila. Na dziś dzień wybieram trening domowy. I wiesz co? Ja naprawdę widzę efekty. To czy trening będzie skuteczny i wyczerpujący zależy tylko od Ciebie. To Ty decydujesz o intensywności swoich ćwiczeń. Jeżeli naprawdę Ci zależy, to uwierz, do takiego treningu w domu nie potrzebujesz ani super sprzętu, ani super umiejętności. Nie musisz nawet nic tworzyć. Jest mnóstwo pomocy w Internecie, tylko chciej wystarczająco.
3. Podczas wielu prób podejmowania stałej i regularnej aktywności fizycznej, zauważyłam, że mega ważnym elementem są dobrze dobrane buty. Kiedyś, nie mając tej świadomości, ćwiczyłam nawet w trampkach, do momentu aż zaczęły mnie boleć stawy, a nawet piszczele. But musi być stabilny, wygodny. Jeżeli nie wiesz jak dobrać buty z pewnością niejeden artykuł na ten temat powstał. Nie trzeba wydawać nieziemskich sum, naprawdę można dostać dobrej jakości obuwie sportowe w rozsądnej cenie.

 

4. Nie przeginaj z częstością treningów. Fajnie, że się zmotywowałaś, że zależy Ci na efektach, ale jak przesadzisz, to przyjdą bóle mięśni, osłabienie i szybko się zniechęcisz. Miałam to kiedyś. Był taki czas, że robiłam trening 7 razy w tygodniu. Masakra. Moja motywacja po jakimś czasie sięgnęła zera i zamiast czerpać choć trochę przyjemności z ćwiczeń, byłam nimi znudzona, zmęczona i miałam ich dość. Regularność ćwiczeń i stan Twojego zapału, są wynikiem różnych składowych. Podchodź do tego z głową. To samo, kiedy czekasz na wyniki wylewania z siebie siódmych potów. One nie przyjdą z dnia na dzień. Nie przytyłaś w jedną noc, nie oczekuj więc że w ciągu jednego treningu zrobisz z siebie bikini fitness.

 

5. Nie wiem czy zadziała to także w Twoim przypadku, ale mnie pomogło. Rozpisz sobie plan treningowy. Może być szczegółowy, z wypisaniem tego co będziesz danego dnia ćwiczyła i ile czasu, ale może być bardzo ogólny na zasadzie zaznaczenia w jakie dni chcesz wykonać trening. To spowoduje, że w pewien sposób psychicznie się do wysiłku przygotujesz.

 

U mnie wyglądało to do tej pory tak, że ćwiczyłam w soboty, niedziele i jakiś dzień lub dnia w ciągu tygodnia pracy. Tak mi pasowało, ponieważ zaczęłam nową prace i potrzebowałam chwilę czasu na przyzwyczajenie się do nowego trybu. Zwyczajnie po powrocie do domu nie miałam na nic siły. Teraz staram się weekendy poświęcić na całkowitą regenerację i chillout. A te 3 lub 4 sesje treningowe wykonuję od poniedziałku do piątku. Z różnym skutkiem, ale takie zmiany w życiu wolę wprowadzać w swoim własnym tempie.

 

To tyle na dziś. Będę co jakiś czas zdawała relacje z tego jakie robię postępy. Ty także podziel się swoimi. To całe bycie fit nie jest wcale takie proste, ale w kupie zawsze raźniej, kupy nikt nie ruszy 🙂

Start typing and press Enter to search