Kurę domową robisz z siebie sama !

Ten tekst powstał dość dawno temu. Nie publikowałam go wcześniej, ale dziś pomyślałam, że każda z nas przechodzi czasem taki etap, więc może warto ? Wiecie są takie chwile, kiedy na tyle zapętlamy się w codzienności, w często trudnych emocjach, że przestajemy panować nad nimi. Zamiast skupiać się na tym co nas napędza, motywuje, co jest pozytywne, dajemy przejąć kontrolę negatywom, które zamykają nas w domu, chowają od ludzi, powodując że czujemy się „do bani”. Ten tekst jest dowodem na to, że po pierwsze nie jesteś jedyną, której zdarzy się na chwilę zapomnieć i stać „kurą domową”, po drugie, że jeżeli ktoś lub Ty sama zwrócisz uwagę na to co się dzieje, to to będzie tylko jakiś tam kolejny przejściowy i krótki kryzys, który da Ci jakąś lekcję i zostanie przez Ciebie pokonany 😉

„Znowu to zrobiłam. Cholera ! Trąbię wszem i wobec, jaki to rozwój jest ważny, opowiadam o tym, jak kobieta nie może stać się zwykłą domową kurą, ale wciąż dbać o to by jej życie było bogate w doświadczenia, relacje ze znajomymi, by było pełne radosnego smakowania, czucia. Tak, mówię. Tymczasem, po raz kolejny sprowadziłam swoją codzienność do zamkniętego schematu praca – dom. Ale od początku..

Niedawno dostałam fajną pracę. Dobra firma w ciekawej branży. Spodobało mi się od początku. Fakt, że to były pierwsze kroki w nowym miejscu, powodował stres. Wierzcie mi lub nie, ale ja po tych ośmiu godzinach, byłam tak wyczerpana, jakbym cały dzień machała kilofem w kopalni. Wracałam do domu i mówiłam sobie, że dziś posiedzę, odpocznę, bo to przecież normalne. A za jakiś czas jak będę lepiej zaaklimatyzowana i stres nie będzie pożerał mi tyle energii – wtedy na pewno coś zmienię, wyjdę gdzieś, może przyjdzie czas na jakieś nowe zainteresowania…. tia..

Czas mijał, a ja nawet nie zauważyłam, kiedy mój dzień, może z wyjątkiem weekendów wyglądał jak odbity na kalce. Pobudka, śniadanie, praca, dom, leżakowanie, a potem obiad na kolejny dzień, sprzątanie, pranie i czasem jakiś sport, o ile miałam siłę. Stałam się jak stara kura domowa, której fantastyczną rozrywką jest pucowanie podłogi i doglądanie pieczeni na obiad. Miałam przebłyski aktywności, ale koniec końców, ograniczały się one do czterech ścian naszego domu. Odstawiłam znajomych w kąt, nawet gdy organizowaliśmy jakiś wspólny wypad z pracy, w ostatniej chwili się wycofywałam.

Myślisz, że tak nie można? Że niby się nie da? No to się kurde zdziwisz, bo można i to bardzo. Niezauważalnie. Pod przykryciem zmęczenia, stresu, czegokolwiek, czym sam przed sobą możesz się usprawiedliwić.

To wydaje się proste. Jak widzisz, że coś zatruwa Ci życie, po prostu wprowadzasz korektę i po kłopocie. Ale jak zawsze powtarzam, taki badziew jak rutyna przychodzi bardzo powoli. To się wręcz wkrada. Jak poradzić sobie wówczas, gdy nie widzisz, lub nie chcesz dostrzec problemu?

Wróciłam któregoś dnia do domu, jak zawsze. I kiedy zaczynałam znowu wypełniać krok po kroku rutynowe czynności, wrócił X.

– (…) Jesteś ostatnio jakaś taka nie do życia.. Czujesz, że chyba wpadłaś w jakiś taki marazm?
– .. no trochę tak – odpowiedziałam trochę bardziej na odczepnego, niż dlatego, że się z nim zgadzałam.
– A chcesz to może zmienić?

.. pierwsza reakcja? Hmm.. to właśnie mnie zaskoczyło. Bo na początku się wkurzyłam. Pomyślałam, że przegina, a na dodatek chce mi życie ustawiać. Ta myśl zaistniała przez ułamek sekundy, a potem ustąpiła jakiemuś takiemu przeczuciu, gdzieś daleko z tyłu głowy, że on może mieć rację..

no i zamilkłam. Bo nagle dotarło, że nie MOŻE mieć rację, ale ją MA. Pół godziny później byłam już umówiona na dwa wyjścia z koleżankami, godzinę później biegałam – nie ćwiczyłam w domu. Nie dlatego, że mój facet mi powiedział – zmień to. Ale w jednej chwili mocno zapragnęłam, żeby moje życie znowu było moje. Przecież ta kukła, grająca udomowioną kurkę, to nie ja. Chciałam zacząć coś zmieniać od razu, a nie ( po raz kolejny ) potem, albo jutro. Dlaczego ? Nie, nie dla tego, że mój X tak chciał, nie dlatego nawet, że kura domowa, to trochę nie ten poziom. Dlatego, że nie chciałam być hipokrytką. We własnych oczach.

Każda zmiana, nawet ta największa, to kwestia decyzji. Tempo zmian jakie w nas zachodzą, albo pojawiają się w naszym życiu, zależy od tego jak szybko podejmiemy decyzję. Jak szybko mamy odwagę ją podjąć.

Co będzie dalej? Co faktycznie się zmieni ? Czas pokaże. Myślę, że świadomość tego co robisz, jak żyjesz, jak kształtujesz każdy swój dzień zależy tylko od Ciebie, niezależnie od okoliczności.

Dobrze, mieć obok kogoś kto w porę Ci pomoże, jeszcze lepiej gdy sama nauczysz się reagować szybko… Wiesz co, nie musisz być duszą towarzystwa i królową parkietu na każdej sobotniej imprezie, jeżeli to nie leży w Twojej naturze. Ja też nie należę do osób, które jak nie „wyjdą z Psiapsą na plotki raz w tygodniu to są chore”. Bądź sobą. Chodzi o to, żebyś znalazła czas na to co Cię uszczęśliwia. Co powoduje, że czujesz, że żyjesz, a nie tylko egzystujesz. To ważne. Jeżeli Ty nie będziesz szczęśliwa i zadowolona ze swojego życia, to niestety, ale nikt wokół Ciebie też nie będzie. Bądź dla siebie samej ważna..”

Start typing and press Enter to search