Między sałatką, a pizzą, czyli moje fit – próby.

Moje zmagania z dietą i regularnym uprawianiem sportu to prawdziwy kalejdoskop. Miewam dni, tygodnie, kiedy moja motywacja jest maksymalna, jestem pełna zapału i entuzjazmu, a zdrowe gotowanie, organizowanie się na trening przychodzi mi z łatwością. Jednak „zdrowe fazy” są przeplatane momentami kompletnej rozpusty i szczerym brakiem uwagi dla tego co ja właściwie w siebie pakuję. Brzmi znajomo ?

No ale, jak nie teraz to niby kiedy ? Młodsza nie będę, a jak przyzwyczaję organizm do takich norm to każdy kilogram trudniej będzie zbić, każdy mięsień trudniej „rozbujać” . Poza tym mój siedzący tryb pracy nie sprzyja zdrowiu.

Zastanawiam się, jak znaleźć złoty środek, jakiś system który będzie u mnie działał i nie będzie karą. Uwielbiam dobre jedzenie. Postanowiłam więc kierować się intuicją i rozumem. Wybieram zdrowsze wersje produktów, staram się w tygodniu ograniczać ukochane słodycze, ale w weekend pozwalam sobie na to na co mam ochotę. To powoduje, że podchodzę do zdrowej diety z większym luzem. Kontroluję to. Jeżeli jednego dnia wychodzę i zjem coś na mieście, następnego staram się postawić na lekkie i zdrowe posiłki. Nie głodzę się, ale także nie przejadam. Zwracam uwagę na jakość produktów. Szukam ciekawych przepisów, aby domowe gotowanie mi się nie znudziło, wtedy nie będę sięgała po opcje „ na wynos”. Zaczęłam też więcej pić. Nie tylko wody, ale także herbat ziołowych i – uwaga- kawy. Co do tego czy kawa wysusza organizm czy jest neutralna krąży wiele historii. Ja przez moje zamiłowanie do tego napoju obstaję przy badaniach potwierdzających że kawa jest napojem neutralnym jeżeli chodzi o stan nawodnienia organizmu.

Co do aktywności fizycznej, to naprawdę podziwiam kobiety, które nawet po 12 godzinach pracy, ogarnięciu domu i rodziny są w stanie o 22.00 ćwiczyć. Albo te uzależnione od sportu, dla których dzień beż treningu jest dniem straconym. Naprawdę, jesteście niesamowite. U mnie z tym bywa podobnie jak z jedzeniem. Są dni w których czuję się zmotywowana, kiedy mam w sobie mnóstwo energii i mobilizacja do ćwiczeń przychodzi mi z łatwością i przyjemnością, jednakże często, szczególnie gdy mam sporo na głowie, regularne ćwiczenia to ciężka sprawa. Szukałam różnych form aktywności. Myślałam, że może kiedy znajdę tę idealną dla siebie to czy słońce czy deszcz ja będę w podskokach i z uśmiechem wylewała siódme poty. Nic z tych rzeczy. Założę się , że znasz to uczucie.. niby by chciała, no bo mija 3 dzień/tydzień/miesiąc odkąd ostatnio ruszyłaś dupencję, ale jakaś taka niemoc Cię ogarnia, że się poddajesz. Masz milion wymówek i sama siebie przekonujesz, że od jutra to już na pewno zaczniesz, ale jeszcze nie dzisiaj. Powiedzieć Ci coś? Tak długo jak będzie „od jutra” tak długo tyłka z kanapy nie zwleczesz. Olej zmęczenie, pomyśl że jak już uda Ci się skończyć ćwiczenia będziesz się czuła nie tylko dumna, ale i wbrew pozorom Twoja samoocena i chęć do życia wróci.

Ja mam często tak, że im bardziej nie chce mi się przed, tym więcej satysfakcji mam po treningu. I nie kombinuj, że zaczniesz od nowego miesiąca z karnetem na siłowni. Wciskaj tyłek w ledżajny i skacz w domu, pobiegaj. Jest tyle filmików na YT, wcale nie musisz pakować na siłce, jeżeli demotywuje Cię proces dojazd- szatnia- powrót. No i wyznacz sobie cel. Tylko nie tak kosmiczny, że za tydzień będziesz wyglądała jak Emily Ratajkowski, nie przeginaj. Step by step. Mając jakieś konkretne zadanie, zamysł będziesz miała więcej motywacji wewnętrznej, a to już jedna piąta sukcesu. Lepsze coś niż nic.

Skoro te wszystkie kobiety mogą, to ja jeżeli chcę też mogę. I zapewniam Cię, że jeszcze nie raz na tej mojej zdrowej- fit -drodze poddam się. Ale ok, o ile potem zacznę od nowa.

Start typing and press Enter to search