O seksie, miłości i o tym, że kochanie to sztuka.

Założę się, że nie raz powiedziałeś w życiu „kocham”. Czy to jako dziecko do mamy przed snem, czy do chłopaka/dziewczyny, czy do babci, składając jej życzenia 21 stycznia. A zastanawiało Cię kiedyś jaka jest definicja miłości? Czy w ogóle jest jakaś jedna konkretna, czy może każdy ma swoją własną? Czy inaczej zdefiniujesz miłość do człowieka, do zwierzęcia, do pasji które Cię pochłaniają?

Dlaczego akurat to pytanie mnie naszło ? A no dlatego, że X zadał mi takie ostatnio. Leżeliśmy podczas jakiegoś leniwego jesiennego popołudnia, a on tak ni z tego ni z owego zapytał co dla mnie to wielkie słowo znaczy. Nie odpowiedziałam od razu, bo tak naprawdę, człowiek kochając, nie do końca rozkłada uczucie na czynniki. Czujesz to czujesz, nie czujesz, to nie. Nie zawsze badasz to, dlaczego akurat tego jednego człowieka kochasz. Nie skupiasz się na tym, co na tę miłość w Twojej głowie, w sercu się składa.

Jeżeli o mnie chodzi, to pojęcie miłości ewoluuje. Inaczej postrzegałam je jeszcze kilka lat temu, często utożsamiając z samymi silnymi emocjami. Dziś jest ono bardziej ugruntowane. Potrzebuję więcej czasu, by stwierdzić, czy to co czuję mogę jakoś konkretnie nazwać. Myślę, że w miarę upływu czasu, poznawania kolejnych ludzi i nabywania wraz z nimi doświadczeń, zaczynamy ostrożniej nazywać uczucia. Zdajemy sobie sprawę z powagi tego co mówimy, deklarujemy. Kiedy wiem, że kocham ? Cóż, z pewnością muszę czuć w kimś oparcie jak w starym przyjacielu, musi być dla mnie powiernikiem, któremu bez granic mogę zaufać, oddać największe sekrety i skrywane myśli, wiedząc, że będą bezpieczne, kochankiem, przed którym bezpiecznie będzie mi się otworzyć. Który nie zdradzi, nie będzie oceniał, przyjmie w takim stanie w jakim jestem, z takim bagażem jaki niosę.

Cholera, zawsze mnie zastanawiało, co czuje na przykład zdradzający mąż do żony. No bo z jakiegoś tam sobie znanego powodu nie odchodzi od niej. Słyszeliście na pewno nie raz czy to na filmach, czy to w życiu, jak powtarzało się zdanie,że „on nie odejdzie dla niej od żony – nigdy nie odchodzą, tylko tak mówią, żeby kochankę uspokoić i jej w jakiś tam sposób nie stracić”. Nie odchodzi bo ja kocha? Trochę to nie pasuje, skoro na seks chodzi do innej. No to co, czysta ekonomia? Bo za dużo komplikacji przy rozdzielaniu majątku, bo są dzieci i w sumie to szkoda, bo jak wróci do domu, to ma zawsze ciepły obiad,  łóżeczko pościelone i wieczory jakieś takie dobre i spokojne – jest do czego wracać prawda?

Dlaczego żona, wiedząc że on ją zdradza sama nie odejdzie? Znowu – czy to miłość każe jej zostać, czy zwyczajna wygoda? …Co do kochanki, to zgaduję, że liczy na to, że on jednak „wybierze ją”, rzuci całe dotychczasowe życie poukładane i stateczne. Odejdzie od „złej żony, która kompletnie go nie rozumie” i dzieci, które przecież są za małe żeby coś skumać.

Co czuje młoda dziewczyna spotykająca się z nadzianym Panem pod 40 – tkę ? Kocha jego – jak twierdzi, czy jego pieniądze – jak twierdzą wszyscy wokół komentując za ich plecami ? A może ona sama jest tak wyrachowana, że leci na hajs i w nosie ma, że inni to wiedzą, grunt, że on się nie połapał i gwiazdkę z nieba by ściągnął dla swojej Mysi Pysi? Relacje między ludźmi bywają pochrzanione. Myślę, że często nawet jeżeli ona faktycznie w dupie ma jego osobowość i dobre serce, a kręci ją skórzany gruby portfel, to i tak nie zdaje sobie z tego sprawy. Zorientuje się ewentualnie wtedy, gdy on zbankrutuje i okaże się, że teraz musi go znosić jedząc bagietkę z pasztetem, a nie kalmary. No ale cóż, być może taka sytuacja nigdy nie nastąpi. Jak komu w życiu pasuje, tak niech robi. Jeżeli jest szczęśliwy i jest w zgodzie ze swoim sumieniem – luz.

Faktycznie, jeżeli o miłość chodzi,  wygląda na to, że każdy ma jakieś tam swoje zdefiniowane lub nie kryteria. Zresztą nie oszukujmy się, wiele czynników musi zagrać jednocześnie, żeby wyszło.

Co jeszcze mnie w tej materii nurtuje? Mówi się, że czasem kochać, znaczy dać komuś odejść, wiedząc, że bez nas będzie szczęśliwszy. Prawda to ? A czy w sercu nie czułbyś buntu, czy nie kłóciłbyś się, że właśnie w imię tego, że kochasz powinieneś walczyć „do końca”? Nawet gdy wszystko wydaje się być spisane na straty ? ..Co ja myślę ?

Owszem, warto zabiegać i walczyć o relacje, kiedy są kryzysy. Ale czasem przychodzi według mnie taki moment, taka granica, że za nią już nic nie ma. Wtedy po prostu wiesz, że choćby lepić to wszystko na siłę, choćby wynajdywać kolejne sesje terapeutyczne, choćby nawet godzinami rozmawiać i roztrząsać problem, to po prostu nic się już nie „naprawi”. Wtedy naprawdę trzeba wykazać się tak zwaną mądrą miłością i pomimo może urażonej dumy, pomimo tego, że w środku wali Ci się cały świat – pozwolić odejść. Bo z kimś innym, może wyjść.

A propos kochania. Jakiś czas temu, oglądając program śniadaniowy, usłyszałam o całkiem fajnej akcji „Kochanie to sztuka”. Zaciekawiło mnie to i odwiedziłam stronę www.kochanietosztuka.pl. I po raz kolejny dotarło do mnie, że choć żyjemy już w czasach, gdy tak naprawdę miłość i seks, seks i miłość nie powinny stanowić tematu tabu, to wciąż poniekąd tak jest. Krępuje nas rozmowa o seksie i tym czego pragniemy. Krępują nas czasem nawet proste słowa o tym, że kochamy i jak sami chcemy być kochani przez partnera. Dlaczego mówiąc najbliższej osobie o swoich potrzebach, czy to duchowych, czy też czysto fizycznych, seksualnych oblewamy się rumieńcem? Dlaczego choć nocą w uniesieniu potrafimy wyzbyć się pohamowań, a za dnia, gdy mamy o tym wspomnieć, zaczyna plątać się nam język, a wzrok ucieka gdzieś daleko poza naszego rozmówcę?

Inna sprawa, że niektórym ciężko przechodzi przez usta zwykłe „kocham Cię”, „wiele dla mnie znaczysz”, „zależy mi na Tobie”, czy „nie chcę Cię stracić”. Tak ludzkie odczucia, tak naturalne potrzeby wręcz instynkty. Świadomi jesteśmy niby bardziej, ale jakby upośledzeni emocjonalnie w niektórych kwestiach, tak naprawdę tych, które najmocniej nas dotykają i mają największy wpływ na to, czy będziemy się spełniać, czuć jak kobiety/mężczyźni/ludzie. Ciekawe skąd takie blokady? Co powoduje, że aż tak jesteśmy poskładani w środku, że nie dopuszczamy tych najważniejszych, że aż tak się bronimy?

No i znowu wychodzi na to, że aby w naszych relacjach, związkach czy jak ta to inaczej jeszcze nazwać działo się dobrze, byśmy mogli czerpać i dawać 100%, pracować musimy najpierw nad sobą. Fajnie, że powstają takie akcje, bo czasem przydaje się coś, co otworzy Ci oczy powtórnie.

Z tymi myślami Cię dziś zostawiam. Czy wniesie to coś do Twojego życia, czy nie – nie wiem. Wiem jedynie, że wyrzuciłam dziś z głowy kilka z kilku milionów myśli, które się w niej kotłowały 😉

Start typing and press Enter to search