Ostatnio podczas jednej z rozmów, przyjaciółka – dziewczyna o włoskim temperamencie i niemal dosłownie sercu anioła, powiedziała mi: „Wiesz, że kocham Cię jak siostrę.. ale jest coś co mnie w Tobie wkurza. Ty jesteś dla ludzi za dobra. Jak ktoś podkłada Ci nogę, to mówisz temu stop, a nie usprawiedliwiasz go tłumacząc, że może wcale nie chciał, że noga sama jakoś mu się omsknęła”..
 
Macie tak czasami? Niby na początku jak ktoś Was zrani czujecie złość, macie ochotę trzasnąć drzwiami, ale potem jakoś tak złość przechodzi i zaczyna się usprawiedliwianie tego człowieka? Otóż to moi drodzy jest strasznie destrukcyjne. To oznacza, że nie stawiacie granic, a osoby Wam nieżyczliwie i nie tylko, szybko temat wyczują i będą wykorzystywać. 
 
Usiłuję konsekwentnie stawiać granice w prostych życiowych sytuacjach, w ramach treningu. Chyba zaczęłam zdawać sobie sprawę jakie to ważne. Jakby tak spojrzeć wstecz, wiele razy przez to że sama zacierałam i przesuwałam swoje granice, czułam się jak wykorzystywana idiotka, robiłam coś wbrew sobie. Bez sensu. Dlaczego niby mam czuć się głupio gdy powiem „nie” gdy następnym razem ktoś poprosi mnie o coś na co nie mam czasu czy ochoty? Dlaczego mam godzić się na wykorzystywanie, na bycie zawsze tą dobrą? Może czas być dobrym dla siebie? Czujesz tak samo? 
 
 
walk
 
 
Przypomnij sobie, kiedy ostatnim razem szef w pracy zlecił Ci nadgodziny, a Ty mimo że miałaś w planie spędzić popołudnie z dzieckiem i mężem, mimo że chciałaś pojechać na basen się odprężyć, mimo że miałaś iść na urodziny koleżanki czy też po prostu miałaś ochotę posiedzieć w domu z książką/filmem i lampką/lampą wina, ale za szybko powiedziałaś tak i wieczór nagle potoczył się zupełnie inaczej, nagle ślęczałaś przed ekranem swojego firmowego laptopa, podczas gdy szef dawno relaksował się na tenisie? 
 
Jeżeli wówczas miałaś ochotę powiedzieć nie, jeżeli czułaś w sercu że nie masz ochoty zmieniać swoich planów akurat tak nagle tego dnia – trzeba było grzecznie poinformować, że niestety ale nie miałaś tego w planach, masz już zaplanowany wieczór i tym razem nie możesz zostać. Nikt Ci za to głowy nie urwie. Powiem Ci więcej, inni zaczną szanować Twój czas. 
 
Wypróbowałam i wiem, że to po prostu działa wedle starej dobrej zasady, że jeżeli Ty sama szanujesz swój czas, to inni też będą. Jeżeli nie, to może czas zmienić otoczenie. 
 
 
Wiem co Tobą kieruje, bo miałam tak samo. Strach. Nawet do końca nie wiadomo przed czym. Czy bardziej strach przed tym, że inni pomyślą że nie mogą na Ciebie liczyć, czy przed tym, że nie będziesz już bohaterką – wybawicielką, która zawsze stoi gdzieś tam z tyłu i asekuruje.. Tylko czy chcesz być wiecznie cierpiącą bohaterką?
 
 
Ja nie chcę. Wolą być kojarzona jako osoba, która jest owszem skora do pomocy ale przy tym asertywna i działająca w zgodzie ze sobą. Taka, która nie boi się siły swojego głosu i swojego wyraźnego „NIE”. 
 
Spróbuj, uwierz że nauczenie się tego magicznego słowa i używanie go to będzie świetny prezent sprawiony samej sobie.
 
 
P.s. Przy okazji tego tematu, polecam Ci książkę Reginy Brett ” Mów własnym głosem” 😉 

Recommended Posts