Cud-miód burgery po mojemu i początek kulinarnej przygody.

Burgery, moja skryta kulinarna miłość od zawsze. To właśnie ogromna ochota na ich zjedzenie natchnęła mnie do napisania tego postu 😉
 
Jako, że w kuchni jeszcze do niedawna czułam się jak na księżycu – średnio pewnie i średnio mi się po tym obszarze udawało poruszać – to zazwyczaj na prostych daniach się kończyło. 
Jakiś czas temu odkryłam, że gotowanie sprawia mi niesamowitą frajdę! A im bardziej skomplikowany przepis, im więcej rzeczy mogę wykonać home-made tym zabawa ciekawsza i bardziej angażująca. Pomyślałam też, że nie muszę być ekspertem kulinarnym, by o gotowaniu pisać. Stąd pomysł na nową zakładkę Jedzenie i na to by pod nią zamieszczać od czasu do czasu wpisy bardzo kulinarne i bardzo po mojemu. Te udane i te, które okazały się klapą.
 
Znajdziecie też trochę zdjęć, bo sama wiem że uwielbiam  kiedy w przepisach i wpisach na temat jedzenia są zdjęcia. Bez nich, to nie to samo. Zdjęcia umilają czytanie i pobudzają wyobraźnię, a dla takich wielbicieli jedzenia jak ja, są też świetnym pobudzaczem apetytu.
 
 
No i tak się jakoś ta moja historia z gotowaniem i eksperymentowaniem w kuchni zaczęła ku uciesze mojego P. Oczywiście nie zawsze wychodzi tak perfekcyjnie jakbym chciała ale doszłam do wniosku, że i tu jak wszędzie indziej potrzebna jest praktyka i próbowanie. 
 
Dziś na przykład spędziłam w kuchni pół dnia, bo wspomniane wyżej cudowne burgery postanowiłam przyrządzić ze „swoich produktów”. 
 
Najpierw upiekłam bułeczki z przepisu @kwestiasmaku – wyszły cudowne! Podpieczone na złoty kolor, posypane chrupiącym sezamem i mięciutkie w środku. Jak wspaniale, że wyszło ich aż dziesięć, bo to oznacza, że mogę je jeść nie tylko do burgerów na obiad ale i jako kanapkę na kolację!
 
 
Oddzielnie zrobiłam domowy sos BBQ, na bazie sosu Worcestershire, czerwonego wytrawnego wina i sosu sojowego, pokroiłam warzywa i przygotowałam plasterki sera. 
Dodatkowo w czerwonym winie, cukrze trzcinowym i odrobinie ostu przyrządziłam czerwoną cebulkę.
 
Dla P. zrobiłam kotlety wołowe, takie tradycyjne burgerowe, dla siebie kotlet z ciecierzycy. Właściwie masa na niego była przygotowana jak na falafel i podpieczona w piekarniku (z pozostałej masy przy okazji zrobiłam mini falafele, które uwielbiam podawać z sosem ziołowym i surowymi warzywami). 
 
Teraz mogę z nieskrywaną przyjemnością zjeść burgera! Kolejne kulinarne podboje niebawem 😉
 
Buziaki! <3