Kolorowy zawrót głowy – czyli planujemy nasz ŚLUB

Od czasu, gdy powiedziałam „Tak” minęło już kilka miesięcy. Choć początkowo dawaliśmy sobie dwa lata na przygotowanie do ślubu, ostatnio na wakacyjnym wyjeździe, spacerując po pięknych zakątkach Karpacza doszliśmy do wniosku, że termin jednak zmienimy i weźmiemy ślub we wrześniu przyszłego roku!

No i szaleństwo się zaczęło! <3
Mam totalny mętlik w głowie, bo kompletnie nie znam się na planowaniu takich imprez. Wiem jednak, że lepiej działać ze wszystkim krok po kroku, bo przygotowanie wesela nie jest tak proste i szybkie jak na pozór się wydaje.

Chcę tu stworzyć oddzielny cykl wpisów o tym co i jak będziemy robić, by zorganizować jeden z najpiękniejszych wieczorów naszego życia.

Ale! Nie ma porządnego organizowania bez profesjonalnego plannera! Dziś przejrzałam chyba tysiące plannerów, inspiracji, porad od czego zacząć i na ile miesięcy przed planowaną datą ceremonii, widziałam milion wzorów zaproszeń (i oczywiście najbardziej spodobały mi się w stylu Glamour ;)).

Zanim jednak kupiłam planner, zanim zaczęliśmy z P. po kolei wszystko sprawdzać, odwiedzać itp. – skomponowaliśmy listę gości, listę potencjalnych miejsc w których widzimy swoje wesele. To pozwoliło oszacować koszty, wykonać wstępny zarys tego czego oczekujemy jako efekt końcowy.

To niezwykle ekscytujące i stresujące zarazem – nie sądziłam, że już na etapie pierwszych „szkiców” pojawi się tyle detali i tyle niuansów na które będziemy musieli zwrócić uwagę.

Na pierwszy ogień wiadomo – sala i zespół.Dwa bardzo istotne elementy. Dwa czynniki, które mogą zarówno stworzyć niepowtarzalny klimat, jak i skutecznie go zniszczyć.

Sala.. no właśnie. Od początku byliśmy przekonani, że co jak co ale ten temat mamy ‚załatwiony’. Wybraliśmy miejsce już dawno temu podczas jednej z pierwszych naszych wspólnych wycieczek. Piękny stary lecz odrestaurowany dworek znajdujący się nad jeziorem, około godzinę drogi od Poznania. Kiedy więc już wybraliśmy datę, jedną z pierwszych decyzji była podróż „dla formalności” aby obejrzeć i zarezerwować salę.. jak dobrze, że nie zrobiliśmy tego „w ciemno”!
Sale weselne okazały się zmienione, były kompletnie nieustawne, za małe i po prostu nieładnie wykończone, parkiet był wielkości mikro. Jednak to jeszcze nic – dałoby się coś zrobić. Hitem była Pani z „działu sprzedaży”! Dawno nie spotkałam kogoś z taki nietaktownym podejściem, starającym się każdym zdaniem dać do zrozumienia, że po prostu mu się nie chce.
Brak kultury osobistej i teksty na zasadzie „nam to się bardziej opłaca jak biznes przyjeżdża – Ci co wesela robią, to chcą jak najmniej zostawić, a biegania przy nich dużo” oraz „ja mogę tą salę udostępnić, jak będziecie chcieli jakieś ekipy wpuścić, ale nie proście mnie żebym coś zrobiła. To nie moja robota” – przekonały nas, że jeżeli tak wygląda pierwsze zetknięcie z potencjalnym klientem, to im dalej tym gorzej będzie.

Na szczęście mieliśmy kilka pomysłów w zanadrzu i szybko udało się zaaranżować kolejne spotkania – następne już w tę sobotę więc trzymajcie kciuki <3

Co do zespołu to właściwie od jakiegoś czasu był wybrany – kwestia więc uzgodnienia terminów i… mamy to!

Teraz czas na chwilę wytchnienia i skupienia na codzienności, od soboty ruszamy z tematem dalej. Bardzo emocjonujące to całe planowanie! Tyle jeszcze przed nami, tyle nowych rzeczy się nauczę!

Jestem nieziemsko szczęśliwa!
P.s. trzymajcie kciuki, żebym nie zwariowała! Już niebawem kolejna relacja <3

E.