Ostatnio (dzięki temu, że Netflix ma całą masę dobrych starych seriali jak np. „Kochane kłopoty”, które magluję od miesiąca) widzę wiele historii o silnych, niezależnych kobietach które wiedzą czego chcą i po to idą. Bez zastanawiania się nad tym jak to wpłynie na ich otoczenie ale z całkowitym poczuciem, że dla samych siebie to one się tu liczą i to ich szczęście jest najważniejsze. I choć wszelkie podręczniki i poradniki psychologiczne mówią o tym, że to jest dobre, że liczysz się dla siebie TY i to TY decydujesz jaki styl życia przyjmiesz za swój własny – czy to założenie rodziny czy to pogoń za sukcesem w karierze – to powinno być przede wszystkim w zgodzie z Tobą samą, to ja nie tak od razu to przyjęłam. Już Ci tłumaczę kontekst. 

Moment buntu w mojej głowie wystąpił gdy bohaterka serialu będąca w wieloletnim związku, dobrym związku na koniec zamiast pielęgnować to co ma mówi, że na takie życie jeszcze ma czas, że jeszcze tyle dobrego i nowego ją czeka, że postanawia wyjechać i spełniać się zawodowo. Zostawia więc ukochanego, zostawia możliwości jakie miała w „dawnym” życiu, pakuje walizki i wyjeżdża.
I ja wtedy myślę – co z tą kobietą jest źle? W pierwszym momencie w głowie pojawiło mi się jedno (niestety oceniające) zdanie: „No głupia! Przecież była szczęśliwa, układało jej się i nagle rezygnuje nie tyle z dotychczasowej pracy czy szkoły ale rezygnuje z kogoś kto ją kocha, z kim wiele lat budowała związek”. 
Zaskoczyła mnie własna reakcja i zaczęłam się zastanawiać. I nagle mnie oświeciło.
 
 
Jej zachowanie było dla mnie bardzo niekomfortowe w odczuciu, bo stawiała najwyżej inne wartości niż ja. To co dla mnie ma najwyższy priorytet dla niej piastowało zaszczytne drugie lub kolejne miejsce. Kochała ale to kariera zawodowa i wielkomiejskie życie były ponad tym kochaniem. 
 
Widzisz, to takie wręcz dziwne że czasem nieświadomie dokonujemy gradacji czyichś wartości. Czasem mały buntownik obudzi się w nas tylko dlatego, że czyjś świat jest ułożony z innych klocków i w innych kolorach. Jak dobrze jednak być w swoich butach! Żyć swoim życiem!
 
Cieszę się, że zwróciłam na to uwagę bo to pokazuje mi jak wiele pracy mam jeszcze nad sobą, choć na to że będę ideałem dawno przestałam liczyć 😉  
 
Życie może mieć najróżniejsze odsłony. Każdy/każda z nas dysponuje ogromną siłą budowania swojego świata wedle swoich wartości. Zgodnie ze swoimi pragnieniami i priorytetami. 
 
Dokonujemy wyborów trochę z pragnień, ale też trochę z tego co nam życie przyniosło i w jakiej sytuacji nas postawiło. Bo przecież nie zawsze jest tak, że przyjmujemy tylko te role życiowe których dla siebie chcemy. Czasem wypadek losowy, jakieś zdarzenie miłe lub mniej przyjemne albo po prostu fakt, że ktoś obok przestaje chcieć coś z nami tworzyć powoduje, że musimy postawić się w roli dla nas trudnej. Pytanie czy nadamy temu sens i jak to na nas wpłynie.
W życiu ustalamy co dla nas liczy się najbardziej. Kształtujemy na tej podstawie swój własny system. 
 
Myślę, że zwłaszcza dziś gdy ocena i tak czai się za każdym rogiem i z różnych źródeł, to ważne żebyśmy nie oceniały i my siebie samych ani siebie nawzajem. Wypracowanie w sobie wolności od oceniania innych nie tylko im ale i nam znacznie uprości życie. Przecież nie musimy wszyscy myśleć i postępować tak samo 😉
 
 

Recommended Posts