Za to właśnie uwielbiam Poznań. Przechodziłam tamtędy setki razy, a dopiero tego dnia, podczas zwykłego sobotniego spaceru, łapiąc tak rzadkie chwile słonecznej, złotej jesieni, dostrzegłam napis na budynku. Przepiękną myśl, która po raz kolejny otworzyła mi oczy. W tych kilku zdaniach kryje się tak wiele prawdy o człowieku, o życiu..

Przyzwyczajasz się do czegokolwiek? Pewnie tak. Ja także. Taka nasza ludzka natura, że przywiązujemy się do ludzi, do tego co posiadamy. Ameryki nie odkryję, jeżeli dodam, że trudno nie przywyknąć do czyjejś obecności, trudno nie oswoić się z tym, że coś osiągamy dzięki swojej pracy, jeżeli taki stan trwa dłuższy czas. I to chyba nawet nie jest takie najgorsze. Wydaje mi się, że problem może się pojawić, gdy to przyzwyczajenie jest zbyt silne i zaczyna przejmować kontrolę nad tym co robisz. No bo jeżeli nie możesz znieść tego, że ktoś znika z Twojego życia i Ty mu na to odejście nie pozwalasz, to znak, że usiłujesz narzucić mu swoją wolę, coś wmusić. Przestajesz szanować czyjąś wolność, dla zaspokojenia własnych potrzeb. I nie robisz tego, by kogoś skrzywdzić, po prostu brak Ci dystansu, brak spojrzenia z innej perspektywy, bardziej przejrzystej dla Ciebie.

Albo w drugą stronę. Skoro zdajesz sobie sprawę, że nikogo nie „dostałeś” na zawsze, to może doceń chwile które możecie razem spędzać. Nie trać czasu na sprzeczki, nie rozpamiętuj tego co kulało, skup się na tym co tu i teraz. Nie bój się powiedzieć komuś tego co czujesz, czego potrzebujesz, co myślisz. Wiesz, dla mnie w życiu fascynujące jest to, jak bardzo motywuje nas ono do wykorzystywania chwili. Jeżeli nie wydusisz maksimum z tego co spotyka Cię dzisiaj, okazja się nie powtórzy. Wszyscy to wiemy, ale jak wielu z nas pamięta o tym na co dzień?

A pieniądze? Czy nie nadajesz im zbyt dużej wartości? Wyobraź sobie teraz, że w jednym momencie tracisz cały majątek jaki dotychczas wypracowałeś. Zostajesz tylko Ty sam. Czy będziesz czuł się tak samo wartościowym człowiekiem? Nie złamie Cię to, nie spowoduje, że odechce Cie się wszystkiego? Umiałbyś cieszyć się z tych małych rzeczy, które nie kosztują?

Wiesz, ja nie sugeruję, że bogacenie się jest złe ! Jak to mówią, pieniądze szczęścia nie dają, ale lepiej płakać w Mercedesie niż w Maluchu 😉 Ale kiedy pozwolisz im stać się priorytetem, możesz wiele po drodze zaprzepaścić. We wszystkim trzeba mądrości, umiaru. Jeżeli do tego co masz nie przywiązujesz się na zasadzie: albo hajs albo śmierć, to wszystko w porządku. Jeżeli pozwolisz, żeby pieniądze zrobiły z Ciebie zadufanego w sobie snoba.. to w sumie też nic takiego, ale mniej będą Cię lubić i za jakiś czas okazać się może, że niewielu masz przy sobie szczerze oddanych ludzi, a kolorowe banknoty nie dają już tyle frajdy co na początku.

Hmm.. jak tak się chwilę zastanowię, to ja chyba zawsze miałam tendencję do tego, aby przyzwyczajać się do ludzi i miejsc. Jakoś trudno było mi od razu zaaklimatyzować się w nowym środowisku, więc jak już się z jakimś związałam, to naprawdę mocno. Rozstanie potem, zmiana miejsca zamieszkania, pracy – to było faktycznie wyzwanie. Czasem długo tkwiłam w jednym miejscu ze względu na ludzi. Myślałam, że to im będzie beze mnie ciężko i powinnam zostać poniekąd przez wzgląd na odpowiedzialność. Dopiero z czasem, kiedy już nauczyłam się, że tak naprawdę, to nie mogę swojego życia podporządkować innym, że Ci „inni” poradzą sobie świetnie nawet kiedy zniknę, łatwiej mi było przyjmować takie zmiany. Dla mnie kluczowym momentem było zrozumienie, że ludzie pojawiają się w moim życiu na jakiś czas, by potem ustąpić miejsca kolejnym. Tak samo ja dla nich przez te parę chwil mogę zrobić coś dobrego, czegoś też się od nich nauczyć, ale nie dostaję ich na własność. Każdy z nas musi w pewnym momencie iść dalej.

Rzecz jednak jest w tym, że mądre sentencje, zdrowy rozsądek i tysiąc innych doradców mówią nam jedno, a nasze „ja”, nasza natura niestety nie zawsze pozwalają nam tak rozsądnie postępować. Przyzwyczajamy się do dobrego, do ukochanych osób, które każdego ranka budzą się obok, do miejsc z którymi kojarzymy radosne wspomnienia, pozwalamy sobie na stworzenie małego światka, który jest nam dobrze znany, w którym czujemy się bezpiecznie i stabilnie…

Więc może nie do końca chodzi o to, aby żyć jak wolny elektron i traktować wszystko i wszystkich jak przelotną chwilę w naszym życiu? Może tajemnica tkwi w tym, żeby ewentualne zmiany nie łamały nas w pół ? A złoty środek dla każdego jest inny. Może czasem trzeba odbyć taką małą „żałobę po stracie”, a potem po prostu żyć dalej, robić więcej, kochać mocniej i jeszcze bardziej być wdzięcznym za to co los zesłał nam właśnie teraz?

Recommended Posts