Widzieliście ostatni odcinek „Kobiety na krańcu świata” ? Uwielbiam oglądać ten program. Nie tylko ze względu na pokazywane przeróżne zakątki świata, ale przede wszystkim dlatego, że są w nim poruszane problemy, o których na co dzień, nie wiadomo dlaczego nikt nie mówi. I właśnie w niedzielnym odcinku pokazana była Korea Południowa i to jak ludzie w nietypowy sposób zarabiają tam na życie.

Wyobraźcie sobie, że każdego dnia, zamiast dzielić posiłek z bliskimi, znajomymi czy jakimkolwiek żywym człowiekiem, zjadacie go przed ekranem komputera, w towarzystwie kogoś „po drugiej stronie”, kto zarabia na tym, że choć przez ten czas będzie Wam towarzyszył. Pakuje w siebie tony jedzenia, wydając z siebie przy tym masę dźwięków, by być możliwie najbardziej autentycznym. Wydaje się niedorzeczne, ale to prawda. To się dzieje. Bo choć mamy XXI wiek, miliony sposobów na komunikację, i miliardy ludzi na świecie, choć liczba naszych znajomych na portalach społecznościowych plasuje się w okolicach kilkuset, to tak naprawdę jesteśmy samotni.

Zawsze zastanawiało mnie jak to się dzieje. To znaczy dlaczego nie ciągnie nas do żywych, realnych ludzi? Bo chyba zgodzicie się ze mną, że te spłycone relacje sprowadzone do chatu i lajkowania zdjęć spowodowane są tym, że tworząc wirtualną rzeczywistość czujemy się bezpieczniej. Bo Internet przyjmie wszystko. Pozwoli nam być kim akurat w danej chwili chcemy. Przedstawi nas w takim świetle w jakim chcemy być ukazani. Bez zaglądania „głębiej”. Bez pokazywania swoich ułomności, nieśmiałości, trudnej przeszłości, zranień, biedy. Bez zbędnego pokazywania prawdy.

Spotykając ludzi bardzo dużo ryzykujesz. W grę zaczynają wchodzić emocje. Po jakimś tam czasie zaczynasz ufać, chcieć więcej i mimo, że czasem wolałbyś dać się poznać tylko z tej idealnej strony człowieka bez skazy, człowieka wiecznie pozytywnego, w którego życiu wszystko udaje się według planu, jest cukierkowe aż do tęczowego porzygu, takiego dosłownie żywcem wziętego z jakiejś super fotki na Instagramie, to człowiek  ma tę zdolność, że pozna Ciebie prawdziwego. Przebywając z Tobą, będzie chciał w końcu otworzyć się na Ciebie i przyjąć Twoje bolączki i niedoskonałości.

Dzisiaj niestety nauczeni doświadczeniami, które nie zawsze były dobre, idziemy na łatwiznę. Bo widzicie, kiedyś ludzie mieli te same obawy, te same problemy i życiowe lekcje pokory, ale dużo mniej możliwości na ominięcie normalnej realnej relacji. Musieli sprostać, nie było wyjścia. A dziś mamy tyle możliwości, by sprytnie poukładać sobie świat tak, by przypadkiem się nie skaleczyć, że choćby z lenistwa wybieramy łatwiejszą i bezwysiłkową drogę. Odcinamy się.

Zauważcie, człowiek ma teraz jakiś taki wykształcony instynkt samozachowawczy, ale taki nabyty. Im więcej przykrych doznań w życiu, albo nawet nie więcej, ale takich bardziej dotykających naszych najwrażliwszych sfer, tym lepiej się ten instynkt wykształca. Dzisiaj delikatnie układamy marzenia, ostrożnie snujemy plany na przyszłość, by w razie wielkiej katastrofy zminimalizować skutki. Nie mówimy głośno o naszych zamiarach. Zwłaszcza gdy dotyczą one nie tylko nas, ale i na przykład kochanych i bliskich nam ludzi. Wolimy zachowawczo rzucić coś w stylu „co ma być to będzie” niż przyznać otwarcie, że chcemy czegoś więcej, bardziej trwałego, pięknego i na zawsze. Tak jest lepiej, dla wszystkich.

Tak, wiem, że takie przypadki to jeszcze nie codzienność, ale poniekąd w tę stronę właśnie zmierzamy. Nie wiem czy świadomie, czy nie, ale robimy to. A niby tacy doinformowani, oświeceni ludzie. Bo przecież w jakich czasach żyjemy? Do wszystkiego dostęp, nic tylko brać. Nic tylko kierować się marzeniami, planami. Zdobywać, sięgać po najwyższe trofea. Ale czy umiemy? Bo tutaj znowu mam wrażenie, że wciąż jeszcze nie wychodzimy ze schematów. Jak wiatr zawieje, tak chorągiewki „tańczą”. Czym my się przejmujemy ? Że ktoś krzywo spojrzy? Że mamie, babci, cioci i reszcie rodziny decyzja się nie spodoba ? Dlaczego obawiamy się tego, czego nie powinniśmy? Przecież te wszystkie książki, którym tak namiętnie się oddajemy mówią coś kompletnie innego ! – Żyj w zgodzie ze sobą, sięgaj po to czego pragniesz, nie przejmuj się innymi, zdejmij maski – pokaż kim naprawdę jesteś, a ludzie albo to przyjmą, albo nie. Koniec.

Ale już najbardziej lubię słuchać jak ktoś najpierw pół godziny pieprzy jaki to ona samodzielny, świadomy życia i podejmujący wybory, a zaraz potem drugie pół godziny nawija, że on to był zawsze dobrym dzieckiem, studia i generalnie przyszłość to właściwie poukładał jak rodzice kazali, ale w sumie to nie jest tak najgorzej, co prawda nie czuje się dobrze w tym o robi, ale znowu tak najokropniej nie jest..

No nie. No po prostu k**** no nie. Klasyczny przykład hipokryzji. Ludzie pozornie wolni, lecz tak naprawdę upakowani w piękne i mocne ramy, by przypadkiem z nich nie wyszli. I oni nawet nie będą próbować. Bo w ramach jest im całkiem wygodnie. Bo nie czeka ich nic nieprzewidzianego, ryzykownego, wymagającego pomyślenia, kombinowania, czasem nerwów..

Zastanów się, czy nie fajniej jest czuć kontrolę? Mieć tę świadomość, że podejmujemy decyzje we własnym życiu? Przeżyć coś, co zostawi ślad? Ja wolę tak. Wolę spróbować, zaufać, czasem przez to się sparzyć, ale czuć, że żyję. Swoim życiem, które sama ułożę.

Recommended Posts