Jadąc rano na zakupy przez szybę samochodu zobaczyłam biegającego młodego chłopaka na porannym joggingu. Poza tym, że podziwiam osoby które niezależnie od warunków pogodowych i pory roku wstają rano by biegać (z własnej nieprzymuszonej woli), uderzyło mnie jeszcze jedno. Przebiegając obok przydrożnego krzyża, chłopak się przeżegnał. Niby nic. Zwykły gest (dla osoby wierzącej), niezauważalny szczegół dla ateisty. Mi ten człowiek zaimponował odwagą. Nie dlatego, że wykonał religijny gest ale dlatego że zrobił to co w danej chwili uważał za dobre, nie zważając na to czy ktoś go za to oceni czy nie.
 
Jeszcze bardziej jednak dotknęło mnie to, że zdałam sobie sprawę iż dziś być sobą i żyć w zgodzie ze swoimi poglądami – dla większości ludzi – to kwestia być lub nie być odważnym. Świat akceptuje to co w danym czasie jest modne, co się sprzedaje, co robi większość i w co wierzy większość. Pochwala się życie skrajnie skupione na materializmie, związki „na chwilę” lub przelotne znajomości, pracę 24/7 w pogoni za wielką karierą i jeszcze większymi pieniędzmi przypłacaną często zdrowiem fizycznym i psychicznym lub utratą relacji z drugim człowiekiem.
Otoczenie akceptuje Cię jeżeli jesteś taki sam jak milion innych egzemplarzy dookoła, stygmatyzuje Cię gdy robisz coś inaczej, po swojemu.  
Wiesz, tu nie chodzi o narzucanie czegoś swojego innym ale o życie tak jak pragniesz i potrzebujesz. 
 
 

 

Do tej odwagi życia według własnych reguł, do dobrego życia chyba trzeba dojrzeć. Nie mówię o dojrzewaniu w kontekście wieku. Wiek niewiele ma tu do rzeczy. Tu chodzi o dojrzałość emocjonalną, życiową, Twoją wewnętrzną. I chyba do każdego ta dojrzałość przychodzi w innym czasie. Zapewne są i takie przypadki, gdy ona nie pojawi się nigdy, bo jej trzeba zwyczajnie chcieć. 
 
Ja uczę się pogłębiania dojrzałości wybierając dobre życie, rezygnując z tego co mi szkodzi na rzecz tego co ma na mnie dobry wpływ. Aby móc sobie na to pozwolić, najpierw musiałam poznać bliżej siebie. Tak często mało o sobie wiemy. Kim jesteśmy? Jakie role w życiu podejmujemy? Co jest dla nas dobre? Czy umiemy stawiać granice i reagować odpowiednio gdy ktoś je przekracza? Jakie są nasze związki? Kiedy poznałam odpowiedzi na te pytania o wiele prościej było mi ustalić co i jak praktykować by moje życie było lepsze, co dla mnie oznacza również bardziej świadome. 
 
 
Dążenie do dobrego życia nie zawsze jest łatwe, proste i przyjemne. To co nam służy nie zawsze przychodzi z dziecinną łatwością. Opowiem Ci prosty przykład z mojego życia, który właściwie rozgrywa się teraz w ostatnich tygodniach. Postanowiłam zmienić nieco swoją rutynę i wstawać codziennie (w weekendy także) o 5.30 rano. Docelowo chcę dojść do momentu wstawania o 4.30 ale, że nie od razu Rzym zbudowano to i ja dam sobie trochę czasu na łagodniejszą zmianę. 
 
Wiele słyszałam o tym jak dobrze jest zacząć dzień wcześniej. Po pierwsze Twój dzień jest dłuższy bo zyskujesz kilka dodatkowych godzin. Po drugie, mówi się że między 4.00, a 7.00 rano jest Twój najproduktywniejszy i najlepszy czas. Po trzecie jest to okazja by zacząć dzień na spokojnie od np. praktyki jogi, wypicia w ciszy przy wschodzie słońca kawy kiedy świat jeszcze śpi – generalnie możesz mieć czas tylko dla siebie na swoje ranne rytuały. 
 
 

 

Zachęcona tymi benefitami, powiedziałam „Zgoda! Od jutra ja też spróbuję”. Na początek wyzwanie ustaliłam sobie na 1 tydzień. Potem przedłużyłam je o kolejny i tak mam nadzieję całkowicie się przestawić. Czy jest łatwo? Ani trochę! Mam kryzysy i dni, kiedy wyłączam budzik i 10 minut zwlekam się z łóżka. Są takie dni, kiedy stosuję metodę szokową i gdy tylko zadzwoni budzik otwieram oczy i idę do łazienki przemyć twarz zimną wodą. Są też takie, gdy wstaje mi się świetnie mimo iż za oknem jest totalnie ciemno, pada deszcz i zimowy zegar sennym głosem wzywa mnie jeszcze do ciepłego łóżeczka. 
 
Wiem, że to co wygodne nie zawsze jest dla mnie lepsze. Dlatego trwam w swoim postanowieniu i wiesz, z każdym dniem czuję się lepiej. Perspektywa dłuższego dnia i jogi na dzień dobry jest wspaniała i daje mi mnóstwo motywacji. Wiem też z doświadczenia osób które od lat w takim rytmie żyją że kiedy już przestawisz swój organizm – nigdy więcej nie wrócisz do spania do 7.00, 8.00 czy 10.00. To co ja zauważyłam u siebie, to także fakt że gdy robię coś takiego dla siebie i po swojemu zyskuję odwagę, bo robię coś inaczej nić większość. Stawiam swoje dobro ponad oczekiwaniami współczesności. 
 
Żyję po swojemu. Polecam, warto <3

Recommended Posts