Początek roku skłania do chwili refleksji. To dobra okazja aby pomyśleć, za co jesteśmy wdzięczni, z czego dumni, w czym zrobiliśmy postępy i jednocześnie do zaplanowania celów na kolejny rok. 
 
Oczywiście, możesz to zrobić „w głowie” jeżeli tak jest dla Ciebie lepiej, dla mnie jednak od zawsze słowo pisane miało jakieś szczególne znaczenie. Dlatego właśnie na przełomie grudnia i stycznia roku kolejnego, siadam na chwilę w fotelu i piszę..
I wiesz co sobie myślę? Ileż w tym roku się wydarzyło!
Zarówno w obszarze rozwoju zawodowego, mojego rozwoju jako młodej kobiety i po prostu człowieka ale także w naszym rodzinnym gniazdku.
 
W tym roku zawodowo weszłam na inny poziom. Dużo się nauczyłam. Ostatnie kilka miesięcy było bardzo intensywnie każdej sferze. Rozpoczęłam nowe studia z obszaru, który od zawsze mnie fascynował – psychologii. Poznałam niesamowitych ludzi, od których czerpię garściami mądrość życiową i doświadczenie – a to coś niesamowicie cennego.
 
Przeszłam proces coachingowy z którego niesamowicie wiele wyciągnęłam. Wykonałam kawał dobrej roboty i choć wciąż zauważam jakie obszary mojego „ja” wymagają pochylenia się – praca nad sobą to nie coś co „wkujesz na pamięć i już masz”, to proces – to po tych kilku miesiącach widzę u siebie ogromne zmiany. Zainspirowało mnie to mocno do rozważenia nowych kierunków zawodowych, ale o tym może innym razem 😉
 
 
 
 
Chyba największym wydarzeniem tego roku jest fakt, że zaręczyliśmy się z P, i tak tym szczęściem zarażamy już od jakiegoś czasu, planując jednocześnie ślub – coś wspaniałego i ekscytującego!
Przede wszystkim jednak cieszę się, że kolejny wspólny rok za nami, że nie ważne co się wydarzyło czy wydarzy to mamy siebie, stoimy za sobą murem i wspieramy się każdego dnia. Obserwuję jak z roku na rok nasz związek ewoluuje i zmienia się na coraz lepsze. Mieć taką osobę przy boku, to prawdziwe szczęście i żadne skarby świata tego nie zastąpią. Życzę tego każdemu z całego serca. 
 
Ostatnie 12 miesięcy było też czasem spełniania marzeń, także tych podróżniczych. P postanowił spełnić moje największe i pojechaliśmy do Stanów! Od dziecka marzyłam, by zobaczyć to wszystko na własne oczy, żeby spróbować kawy na „dolewki” w śniadaniówce rodem z filmu, jedząc przy tym pankejki z syropem klonowym i podbierając bekon z talerza P. 
Zwiedzając San Francisco i okolice, zrobiliśmy pieszo jakieś 500 km, a dla mnie taki aktywny wypoczynek i zwiedzanie, to po prostu pełnia szczęścia!
 
To było jedno z tych przeżyć, którym jeszcze nie dowierzam kiedy oglądam fotografie (a właśnie po ponad 2 miesiącach zabrałam się za ich uporządkowanie i wywołanie, co poskutkowało pięknymi nowymi obrazami na naszych ścianach).
 
Pojechaliśmy też w góry, co było naszym wspólnym planem już od dłuższego czasu. Oboje kochamy chodzenie po górach i smak grillowanego oscypka z żurawiną, więc kiedy już spakowaliśmy walizki do samochodu, zapakowaliśmy naszego Gustawa i ruszyliśmy w trasę na Karpacz – uśmiechy nie schodziły nam z twarzy. Ten urlop była nam potrzebny i mieliśmy niesamowitą frajdę!
 
Rok 2019 był dla nas cudowny! Dzięki niemu, patrzę w kolejny z ekscytacją! 
 
Postanowienia/cele? Tak, mam zaplanowane i już zacieram ręce do pracy nad nimi 🙂 
Myśl przewodnia? Nie oglądać się za siebie. Skupić się na tym co tu i teraz, by nie stracić żadnej chwili. Po prostu być. 
 
 

Recommended Posts