Zamykam oczy. Słyszę ryk silników, pisk opon, podniesione głosy. W powietrzu unosi się zapach palonej gumy, papierosów i smażonego jedzenia z food – truck’ów. Otwieram. Jestem na VI Driftingowych Mistrzostwach Polski.
Pamiętacie te sceny z ” Szybkich i wściekłych ” ? Tuż przed samym wyścigiem? Pomrukujące silniki driftowozów, tłum ludzi oczekujących dobrego show, zawodników niby z dystansem podchodzących do całego wydarzenia, ale jednocześnie spragnionych zwycięstwa, głodnych ostrej rywalizacji ?

No cóż, mniej więcej tak to wyglądało, choć dla mnie, całemu wydarzeniu towarzyszyła przede wszystkim frajda z samego faktu, że po raz pierwszy w życiu dane mi było w tym uczestniczyć. A wszystko za sprawą konkretnych ludzi. Zespołu motoGet, znanego wcześniej jako Yuijn Drift Team. Dwóch młodych chłopaków, którzy zafundowali nam dawkę niemałych emocji.

Zaczęło się w sobotę. Około południa przyjechaliśmy na tor. Wszyscy byli już niemal gotowi do startu, ostatnie poprawki, jakieś zdjęcia w pośpiechu i już jeden po drugim, reprezentanci drużyn z całej Polski podjeżdżali pod bramę, a potem już bezpośrednio na start. Tego dnia jeździli pojedynczo i byli oceniani przez jurorów, w ustalonych kryteriach, jak choćby styl jazdy. Liczyło się tak naprawdę wszystko.

Wtedy jeszcze bez jakichś wielkich przeżyć. Owszem, wrażenie robiły same maszyny wręcz fantazyjnie oklejone, ludzie – po których widać było ekscytację , miejsce, okoliczności. Jednak kiedy wieczorem okazało się, że motoGet przeszedł dalej, zaczęło się robić gorąco.

Niedziela była już konkretnym kibicowaniem i oczekiwaniem co przyniosą kolejne rundy. Z minuty na minutę z godziny na godzinę, motoGet był bliżej finału. Chłopaki dawali z siebie 100%.

Byliśmy już głodni, zmęczeni, zziębnięci, ale warto było czekać na każdy ich start, obserwować jak raz któryś wraca bez opony, innym razem bez drzwi, ale zawsze z bananem na buzi.

No właśnie. To mnie właśnie urzekło w tym sporcie i w ludziach. Zaangażowanie, poświęcenie dla rozwijania pasji, pokazywanie, że jeżeli chcesz to nic nie stoi na przeszkodzie. Na tor wyjeżdżali także zawodnicy niepełnosprawni. Jeden z nich, choć nie miał rąk, pokazał naprawdę fantastyczny występ, inny z kolei na wózku, również w niczym nie ustępował w pełni sprawnym zawodnikom. Jak widać, nic nie jest ograniczeniem. Inspirujące , prawda? Bo my tak często w życiu szukamy wymówek i własne lenistwo czy niemoc potrafimy ubrać w piękne usprawiedliwienie. A oni pokazują, że szczęście i satysfakcję można osiągnąć w każdym położeniu, trzeba tylko pokonać swoje własne blokady.

No ale wracając do samych Mistrzostw, nadszedł wreszcie czas, późnym popołudniem, kiedy Sebastian i Mikołaj walczyli już o udział w finale. Była to zacięta rywalizacja, ale i stawka wysoka. Zarówno jeden jak i drugi toczyli wymagający pojedynek, który miał rozstrzygnąć, kto wystąpi w starciu o najwyższe trofeum. To były emocje ! Reprezentanci szli łeb w łeb, a zapach zdzieranych na torze opon i spalin, wprowadzał w autentycznie driftingowy klimat. Wyobraźcie sobie euforię w jakiej wszyscy byliśmy, gdy komentator ogłosił, że obaj zawodnicy motoGet są w finale !

Jechali na pełnych obrotach do samego końca. Bo jak twierdzą – ” Albo grubo albo wcale ! ”
Sebastian Szymański – miejsce IV, Mikołaj Zakrzewski – miejsce II !

Uwieńczenie wygranych i fetowanie odbyło się z pełną obstawą. Samochody motoGet wjeżdżające na tor o zachodzie słońca, radosne krzyki, głośna muzyka, dochodzący naszych uszu głos komentatora. Zawodnicy kręcący „bączki” przy ich prezentacji. Ale przede wszystkim zadowolenie, duma i to cudowne uczucie wielkich emocji i zmęczenia jednocześnie. Słońce znikające za horyzontem, przy akompaniamencie ryczących silników i odgłosie otwieranego z hukiem szampana.

Tak to zapamiętałam. Wróciliśmy naładowani pozytywną energią, umorusani kurzem i szczę śliwi, bo to był świetny weekend !

Recommended Posts